Blog > Komentarze do wpisu

Efekt ankieterski – na czym polega?

Kilka dni temu Marcin Przybyłek stwierdził, że nie wierzy w wyniki badania poparcia dla partii i podejrzewa, że wyniki są fałszowane.

Nie muszą być, by nie do końca mierzyły to co Polacy by zrobili gdyby właśnie nadszedł moment wyborów. Trochę o powodach pisałem prawie dziesięć lat temu na blogu.

Tym razem chciałbym wspomnieć o innym ciekawym elemencie, jakim jest efekt ankietera.

Zacznijmy może od tego, że każde narzędzie badawcze (w szczególności w naukach społecznych) mierzy kilka rzeczy:

  1. To co miało mierzyć (załóżmy optymistycznie, że ma wysoką trafność, nie tylko fasadową, czyli faktycznie narzędzie mierzy to co miało)
  2. Szum i zakłócenia.

Nie ma problemu kiedy szum i zakłócenia rozkłada się w miarę losowo. U jednej osoby da wynik wyższy pomiaru, u drugiej niższy – przy dużej populacji na końcu to się nam uśredni. Kłopot kiedy czynniki zakłócające nadają pewien kierunek szumowi.

Takimi elementami będą zwykle czynniki społeczne takie jak potrzeba aprobaty społecznej (łatwiej mówi się to co popierają słuchacze), elementy autoprezentacyjne (to co odpowiada wizerunkowi, który budujemy), to co postrzegamy jako mniej zagrażające dla nas lub dające nam szanse na jakieś zyski w przyszłości.

Dość mocno te czynniki wyzwala obecność ankietera. W badaniach opinii politycznych powoduje on, że wyniki rządzącej partii są zawsze mniej lub bardziej zawyżone (dopóki media nie zbudują przeświadczenia, że większość ludzi tej partii nie popiera, wtedy wyniki skrzywione są w drugą stronę). Najmocniej to widać w badaniach twarzą w twarz z ankieterem, trochę mniej w telefonicznych. Co ciekawe, w tych ostatnich, poczucie lęku i brak zaufania do rządzących może poprawiać wyniki rządu (dzwoni ktoś obcy, mówi, że jest z agencji i bada nas anonimowo, a potem pyta czy popieram cesarza/króla/Putina).

Najmniejszy efekt ankietera mamy w badaniach internetowych i odtwarzających sytuację wyboru (wypełniamy anonimowo kartę i wrzucamy do urny). Tu jednak (szczególnie w badaniach internetowych) pojawiają się ciekawe mechanizmy w drugą stronę – osoby zarejestrowane w bazach ankieterów mają tendencje do bardziej krytycznego spojrzenia na rzeczywistość niż populacja.

Ciekawy przykład, pokazujący efekt odpowiadania na pytania ankietera lub badacza, podało też trzech psychologów kilkadziesiąt lat temu, założyli badanym naparstkiem z przypiętym przewodem i powiedzieli, że to wykrywacz kłamstwa (Tourangeau, Smith, & Rasinski, 1997). Okazało się, że w porównaniu z grupą kontrolną (badani dostawali te same pytania, ale bez informacji o wykrywaczu), osoby myślące, że są podpięte do wykrywacza kłamstwa dwukrotnie rzadziej deklarowały regularne ćwiczenia fizyczne (22,6% do 44,8% w grupie kontrolnej), za to sześciokrotnie częściej przyznawały się do picia alkoholu powyżej średniej (21% do 3,4% w grupie kontrolnej).

Jeśli ktoś chce przeczytać więcej o tym badaniu to poniżej podaje pełne dane biograficzne to tej pozycji, pisze jednak też o tym (w bardzo ciekawej książce Wielkie i te nieco mniejsze pytania psychologii) profesor Wiesław Łukaszewski (2015, Rozdział 3.2.3).

Oczywiście badania opinii, których wyniki widzimy w prasie mają więcej obciążeń:

  1. Badania telefoniczne w dobie telemarketerów nie są łatwe. Spora część osób nie jest zainteresowana rozmową. Pytanie, czy taki brak skłonności do rozmowy dotyka w równym stopniu wyborców wszystkich partii. Moim zdaniem nie. Jest on powiązany z postawami, a te są mocno powiązane z preferencjami wyborczymi. Mówiąc wprost, za każdym razem jak nie chce Wam się porozmawiać z ankieterem osłabiacie głos osób o podobnych poglądach do Waszych.
  2. Dzwoniąc na telefony stacjonarne dostajemy inne wyniki niż dzwoniąc na telefony komórkowe. Pytanie na ile agencja badawcza aktualizuje i modyfikuje to na jakie numery dzwoni.
  3. Różne marki telekomunikacyjne pozyskują (ze względu na coś takiego jak osobowość marki, jej komunikacja, etc.) jednak trochę innych ludzi, o innych preferencjach wyborczych. Ciekawe dane pokazujące ten efekt pokazały ostatnie wybory, zainteresowanym polecam ten link. Sejm wyglądałby zupełnie inaczej w przypadku klientów poszczególnych operatorów.
    Tu znów mamy kwestię tego na ile baza respondentów odzwierciedla rzeczywisty rozkład abonentów poszczególnych telefonii. Często sondażownie mają mało aktualne dane w swoich bazach (na ich podstawie mogą oszacowywać czy nie powinni zadzwonić do większej liczby klientów konkretnego operatora). A nawet jak mają, to nie bardzo tym się przejmują pod presją czasu.
  4. I ostatni problem, poważniejszy przy badaniach ankietowych. Sondażownie to ludzie pracujący często pod bardzo dużą presją. Klienci (partie polityczne, media) chcą mieć wyniki szybko. Najlepiej już. Co oznacza, że w przypadku problemów z rekrutację respondentów, ankieterzy potrafią fałszować dane (wypełniając ankiety za część z nich). Owszem, mądrzejsi z nich próbują odzwierciedlić „co ludzie myślą” na podstawie próbek. Nie zmienia to jednak faktu, że w efekcie mamy dużą liczbę ankiet, a błąd pomiaru jak dla małej próbki.

 

WS

 

Źródła:

GSMONLINE.PL. (2015, październik 31). Jak głosują w wyborach klienci PLAY, Orange, Plus i T-Mobile? Pobrano 13 czerwiec 2016, z http://gsmonline.pl/artykuly/wybory-wyniki-play-orange-plus-tmobile-tns

Łukaszewski, W. (2015). Wielkie i te nieco mniejsze pytania psychologii. Sopot: Smak Słowa.

Tourangeau, R., Smith, T. W., & Rasinski, K. A. (1997). Motivation to Report Sensitive Behaviors on Surveys: Evidence From a Bogus Pipeline Experiment1. Journal of Applied Social Psychology, 27(3), 209–222. http://doi.org/10.1111/j.1559-1816.1997.tb00629.x

 

 



poniedziałek, 13 czerwca 2016, shaman2
-- Polub blog i otrzymuj powiadomienie o nowościach: https://www.facebook.com/SzamanieMamrotanie

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: