Blog > Komentarze do wpisu

Crossgate oczami fana(?)

Ostatni tydzień zdominowała światek fanowski dyskusja, którą ochrzczono mianem „Crossgate cz. I i cz. II”. Pozwólcie, że i ja dorzucę coś do tego ogródka.

Czuję się trochę winny eskalacji konfliktu pomiędzy Kubą Ćwiekiem a jego wydawcą. Od kilku miesięcy pomagam Kubie jako „nieoficjalny agent, który dostanie prowizję jak Autor będzie już niesamowicie bogaty”. W zasadzie moje działania sprowadzają się do:

- szukania możliwości realizacji komiksów stworzonych na podstawie scenariuszy Kuby

- poganiania Kuby by wysłał tekst, który miał komuś tam wysłać (mój pierwszy sukces to tekst z grudniowej fantastyki – Kuba był pewien, że tekst wysłał, a redakcja, że go nie dostała).

Taka tam prosta pomoc.

I jakoś w grudniu Kuba poprosił mnie o pomoc w odpisaniu na dziwny mail od przedstawiciela wydawcy. Dziwny, bo można było go odebrać jako ukryta groźbę – nie zapłacimy Ci zaległych pieniędzy, jeśli nie dasz nam książki. Uznałem, że prawdopodobnie ktoś się rozpędził i nie taki miał być sens tego maila i poprosiłem Kubę by nie wysyłał swojej pierwotnej odpowiedzi (była niepotrzebnie mocna), ale na spokojnie obrócił to w żart i poprosił o napisanie, co autor maila miał na myśli.

Ku mojemu zaskoczeniu, autor napisał, że miał na myśli właśnie groźbę, dlatego nie zaskoczyła mnie prośba Kuby o kontakt do nieocenionego dr Zbyszka Okonia, który miał już okazję edukować naszych autorów podczas Polconu 2007.

 

I tak narodziła się lawina, którą dzisiaj znamy jako Crossgate.

 

Lawina, która jest dla mnie o tyle trudna, że, jak wiecie, jestem przede wszystkim fanem. Osobą, która musi (i chce) być neutralna i dbać o to by konflikty nie zniszczyły polskiej fantastyki, ale służyły jej rozwojowi.

 

Z jednej strony, konflikt – chodź trudny dla każdej ze stron, pomoże oczyścić trochę atmosferę. Od dłuższego czasu słyszałem sporo skarg sfrustrowanych autorów (miałem poczucie dejavu, do podobnych skarg na innego wydawcę pod koniec lat 90.) i wszystko szło w kierunku kolejnych chudych lat, w których ludziom nie chce się pisać i publikować. Ewentualnie nie mają gdzie.

Zastanawiałem się, czy coś mógłbym, jako fan zrobić. Bo przecież z drugiej strony, nie mogę opowiadać się po żadnej ze stron. Nie chciałbym by autor, czy wydawca (albo i jeden, i drugi) odmówił zgody na publikację przez Związek Stowarzyszeń „Fandom Polski” bezpłatnej antologii opowiadań nominowanych do Zajdla, bo obraził się na fanów.

Oczywiście pomagam każdemu, kto mnie o to poprosi. Czasami pomoc zaczynam od dość bolesnej rady „jeśli prawda o Tobie może Ci zaszkodzić, to czas się zmienić”, ale ciężko mi było wyjść samemu z inicjatywą i napisać do jednego czy do drugiego wydawnictwa: „Kochani, czy mogę z Wami porozmawiać o tym, co robicie z komunikacją z tak ważną dla Was grupą jak twórcy”.

I w tym kontekście to, że ta sytuacja wybuchła aż tak mocno, że bloga Kuby odwiedzają dziesiątki tysięcy ludzi to też moja wina.

Jak się okazało ciężko być i fanem, i agentem (chociażby nieoficjalnym i raczej honorowym) i specjalistą od PR na raz.

Wasz Szaman

PS. W kontekście powyższego coraz aktualniejszy staje się pisany przeze mnie ze Zbyszkiem Okoniem tekst o prawie autorskim. Poganiajcie mnie proszę. J

wtorek, 12 stycznia 2010, shaman2
-- Polub blog i otrzymuj powiadomienie o nowościach: https://www.facebook.com/SzamanieMamrotanie

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: Kasia Kosik, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/01/12 17:23:54
A może warto by było powtórzyć takie warsztaty na Polconie 2010 - znam jednego wydawcę, który też chętnie by się na nie wybrał :)
-
Gość: Jakub Ćwiek, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/01/12 17:29:30
W listopadzie, Witku. Te maile miały miejsce z końcówką października i początkiem listopada, ale rzeczywiście tak właśnie było. Witek tonował moje odpowiedzi i pilnował, by zastąpić wściekłość i złośliwość żartem, a to wszystko doprawić odpowiednią dawką faktów dla sprawy istotnych. Żeby nie zrobić z tego przepychanek. Co do kwestii pozostawania fanem, Witku, myślę, że zwłaszcza teraz, nie ma powodów, by się obawiać obrażania się wydawców na kogokolwiek i kierowanie się owym obrażaniem w kontaktach z twórcami czy fanami. "Crossgate" pokazało, mam nadzieję, że to jednak niekoniecznie dobra strategia, a poza tym jakoś sobie nie wyobrażam, by Fabryka miała się obrazić na fanów. Parafrazując stary dowcip, autorów i wydawców jest wielu, a fani jedni. Takie rzeczy jak wstrzymywanie opowiadań do zajdlowskiego zbiorku uderzałyby przecież wyłącznie w czytelników (albo czytelników potencjalnych).
-
Gość: Siman, *.adsl.inetia.pl
2010/01/13 00:55:51
A więc to Ty jesteś tym tajemniczym agentem, który pojawił się we wspomnieniach Jakuba Ćwieka. :) Tak się zastanawiałem: czy to możliwe, że w Polsce pisarstwo sprofesjonalizowało się na tyle, ze autorzy wreszcie dorobili się swoich agentów? Z drugiej strony byłoby to dziwne, bo o "poradzie agenta" Ćwiek wspominał tylko raz, a w takiej aferze agent powinien działać w zasadzie za autora.

Tak się zastanawiam: jakie są szanse, żeby w Polsce kiedykolwiek wykształciła się taka profesja? Nawet jeśli miałaby z jej usług korzystać tylko garstka bestsellerowców. Byłby to świeży powiew zdrowienia sytuacji na rynku, oj byłby.
-
Gość: Jakub Ćwiek, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/01/13 01:28:27
Siman, jak możesz tutaj przeczytać, rola Witka jako mojego agenta sprowadza się do pomagania mi na nowych drogach samorealizacji, jak i - od niedawna - pilnowaniu mnie i kwestii technicznych do których nie mam głowy. Witek traktuje owo działanie jako możliwość wsparcia przyjaciela swoimi niezwykłymi umiejętnościami, ale i poniekąd eksperyment czy taki ktoś jak agent może się na polskim rynku pojawić. Na obecną chwilę, z przyczyn oczywistych (finansowych) w pełni profesjonalna agencja pojawić się nie może, ale w przyszłości... kto wie.
W aferę ochrzczoną jako "Crossgate" nie zamierzałem Witka wciągać - przede wszystkim dlatego, że jest on prezesem ZSFP i niezręcznie byłoby mu się opowiadać po którejkolwiek ze stron, niezależnie od racji - stąd jego mocno ograniczony na nią wpływ.
A te "wspomnienia" zabrzmiały zupełnie jakbym już pamiętniki pisał :D
-
2010/01/13 10:23:47
Siman: chyba niezbyt tajemniczym, bo Kuba mówił już o mnie na Nordconie ;-).
Moje agentowanie jest, jak wspomina Kuba, pewną próbą sprawdzenia, czy to ma sens - czy taka osoba przynosi korzyści autorowi (tu pytanie do Kuby jak to odbiera), wydawcom (tu pytanie do osób, które za moją pomocą wydobywają coś od Kuby) i fanom (a to się pewnie dopiero okaże).
Na świecie agencje biorą prowizje około 10% - u nas to z jednej strony za mało by utrzymać firmę, z drugiej strony duża dla autora - pytanie czy agencja może o tyle zwiększyć przychody pisarza by rezygnacja z 10% zarobków mu się opłacała.
-
Gość: Achika, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/01/16 13:27:07
Pisarze na barykadach, czyli satyryczny komentarz do całej afery:

esensja.pl/ksiazka/publicystyka/tekst.html?id=8912