Blog > Komentarze do wpisu

Historia Wielkiej Wojny o literaturę rozrywkową...

Dziesięć lat temu przetoczyła się przez „fantastyczne” środowisko dyskusja (wojna?) na temat tego, czym jest fantastyka rozrywkowa i czy może być ona jednocześnie ambitna. Jak ten konflikt wygląda z perspektywy czasu?

 

Na początku tytułem wprowadzenia. Temat wywołała Ania Brzezińska – najpierw dyskusją podczas tegorocznego Zahconu w Toruniu, a potem swoją prośbą o napisanie kilku słów, w związku z faktem, iż po dziesięciu latach ukazał się ostatni tom Sagi o Zbóju Twardokęsku jej autorstwa. Okazało się, że jestem już stary (od zamierzchłych czasów w fandomie) i dlatego mogę spojrzeć na tę dekadę i na zmiany w fantastyce, których byliśmy świadkami…

Pojawienie się Ani Brzezińskiej na naszym gwiazdozbiorze literackim nie było dla niej łatwe – przyszła całkowicie spoza środowiska (podobnie zresztą jak Marek S. Huberath) i od razu wylądowała w bardzo brudnej wojnie, nominacja do Zajdla, którą dostała za „A kochał ją aż strach” stała się dla Maćka Parowskiego (wtedy redaktora Nowej Fantastyki) pretekstem do bardzo brutalnego i niezbyt etycznego (często mijającego się z faktami) ataku.

Wtedy byłem na Maćka bardzo zły – głównie za nieprawdziwe informacje, które umieścił w swoim tekście – teraz, z perspektywy lat, lepiej widzę powody jego frustracji. Po kilkudziesięciu latach gusta czytelników zaczęły uciekać redakcji Nowej Fantastyki – nie bez znaczenia był fakt, że bardzo długo (aż do zmiany wydawcy) broniła się ona przed Internetem, pojawiły się też nowe tytuły, wydawnictwa, fantastyczne rozrywki. Nic dziwnego, że redaktorzy tego najstarszego pisma fantastycznego byli sfrustrowani, szkoda tylko, że w wyniku tej frustracji zbudowali sobie spiskową teorię i zaatakowali młodą, debiutującą autorkę. Której jedyną winą było to, że opublikowała tekst w piśmie poświęconym głównie grą fabularnym (nieistniejąca już Magia i Miecz) i tekst ten został przez fanów nominowany do Nagrody Zajdla.

Z perspektywy lat lepiej widać absurdalność całej sytuacji – zaatakowano osobę, która jest dość wymagająca względem czytelnika. U Ani, jak sądzę, z jednej strony, wynika to z szacunku do słowa pisanego, z drugiej, z braku litości do ignorancji*. Teksty Ani są przemyślane od początku do końca – widać to chociażby w zakończeniu „Letniego deszczu. Sztyletu”, które znamy już z „Opowieści z Wilżyńskiej Doliny”.

Dodatkowo, mimo upłynięcia tych 10 lat, nadal nie rozumiem, co ma rozrywkowość tekstu do jego ambitności. Czy tekst ważki, to taki, przez który nie możemy przebrnąć? Jeśli tak to instrukcja obsługi mojej pralki jest wybitnym przykładem doskonałej literatury, a „Mistrz i Małgorzata” Bułhakowa zasługuje na wykreślenie z listy arcydzieł.

Na koniec, widzę w tym wszystkim pewną przewrotność, bo dzisiaj to Ania nawołuje pisarzy o więcej ambicji, ale i o odwagę eksperymentowania z formą, bawienia się językiem i grania z czytelnikiem na metapoziomie tekstu.

I, jak pokazuje swoim przykładem, nie musi to oznaczać utraty czytelników. W szczególności, że statystyczny fan fantastyki to bardzo inteligentna istota, od lat przyzwyczajona do eksperymentowania na poziomie fabuły (bo czymże innym jest kreowanie nieistniejących światów i praw nimi rządzących, niż eksperymentem), dlaczego więc nie miałby zgodzić się na więcej zabawy na poziomie języka i struktury tekstu? W szczególności, że przyzwyczaiło go już do tego kino (nie będę się już może odwoływał do klasycznego przypadku zerwania z jednością akcji, jaką było „Pulp Fiction”), czy też komiks.

Oczywiście o ile eksperyment nie będzie sztuką dla sztuki i pozwoli nam nadal na „rozrywkowe”  cieszenie się dziełem…

Wasz Szaman

 

*Moim zdaniem takie podejście łatwo może prowadzić do utraty kontaktu z czytelnikami –  dobrze wiedzieć, co może być niezrozumiałe i to dodefiniować, wyjaśnić. Na szczęście, Ani udaje się balansować na tej cienkiej granicy zdolności poznawczych czytelników.

sobota, 28 listopada 2009, shaman2
-- Polub blog i otrzymuj powiadomienie o nowościach: https://www.facebook.com/SzamanieMamrotanie

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: Staszek Krawczyk, *.ip.netia.com.pl
2009/11/28 15:35:43
Dziękuję za wpis, z przyjemnością przeczytałem nieco o przeszłości (kiedy to czytałem już wprawdzie "Magię i Miecz", ale byłem zbyt młody, by angażować się w fandomie).

Mam pytanie odnośnie do zdania: "statystyczny fan fantastyki to bardzo inteligentna istota". Czy prowadzono może jakieś badania na ten temat?
-
2009/11/30 09:53:08
Staszek: Bazuję na badaniach, które robiliśmy w roku 2005 i 2006 na Polconach (chciałbym je powtórzyć i w tym roku, więcej jeśli ktoś zna miłych psychologów/socjologów lub studentów tych dziedzin, którzy znają się na badaniach i chcieliby coś zrobić dla sprawy...) ;-)
Do podobnych wniosków można tez dojść analizując badania czytelnictwa robione w 2005 roku przez PBS i Agorę (jeszcze raz dziękuje obu firmą za ich nieodpłatne udostępnienie fanom) - tam wyszło, że osoby czytające fantastykę czytają więcej książek "nie-fantastycznych" niż ludzie, deklarujący "nieczytanie" fantastyki. Oczywiście poruszamy się po polu deklaracji (i na pewno każdy ma inną wizję fantastyki - jestem pewien, ze wiele osób "nieczytających fantastyki" zdziwiłoby się, że taka Boska Komedia, lub Mistrz i Małgorzata to fantastyka.

Poniżej więcej z badań czytelnictwa (to co wydobyłem w 2005 bawiąc się SPSS'em):

GW wspólnie z PBS zrobiła badanie czytelnictwa. Pojawiła się tam kategoria książek fantastycznych. Poprosiłem ich w imieniu ZS FP o dane z tego badania i... je dostałem (za co cześć im i chwała). Dane są w formacie "do analiz" (pilk SPSS), więc trzeba mieć coś do analiz by z nich coś wydobyć (jak ktoś jest chętny to mogę podesłać).

- Badanie przeprowadzone przez PBS (dawniej Pracownia Badań Społecznych) na zlecenie Gazety Wyborczej na reprezentatywnej próbie Polaków.

- Wśród osób czytających fantastykę jest niewielka przewaga mężczyzn (52% to mężczyźni)

- średni wiek czytelnika fantastyki to 31 lat; 35,8% czytelników fantastyki ma 25-39 lat.

- wśród czytelników fantastyki aż 24,5% ma wyższe wykształcenie (dla reszty badanych było to o połowę mniej: 12,5%) - a dodatkowo 28,3% czytelników fantastyki to uczniowie i studenci (11,3% dla reszty badanych).

- Aż 62,3% czytelników fantastyki korzysta z Internetu (32,7% dla pozostałych)

- Posiadają średnio 304,7 książki (199,07 dla reszty), a w ciągu ostatniego miesiąca przeczytali aż 4,77 książki (1,95 książki dla pozostałych), z czego 2,41 to fantastyka (a więc nawet "nie-fantastyki" czytają więcej niż reszta wszystkiego).

- Czytelnicy fantastyki czytają ponad 5 razy więcej komiksów niż pozostałe osoby.


-
2009/12/01 02:25:38
Noo, jakże piękne i przydatne dane.
Odnośnie samego wpisu, trochę nie rozumiem wartościowania wg schematu ambitna/mało ambitna fantastyka. Dla mnie kryterium jest przyjemność czytania. Można z przyjemnością przedrzeć się przez stronice 'Lodu', formalne eksperymenty VanderMeera, jak i przez lekką fantastykę opartą właściwie na samej akcji i szybkich dialogach. Ważne aby utwór był sprawnie napisany i dobrze skonstruowany. To oczywiście kwestia indywidualna.
-
2009/12/01 08:22:00
Xaric: rozdzieliłbym ambicję od przyjemności czytania. To tak jak ze sportem - przebiegniecie maratonu, to ambitne zadanie, ale może też być przyjemne. Niewątpliwie jednak wymaga przygotowania.
Podobnie jest z literaturą - ta "ambitna" wymaga treningu (przygotowania), bez którego ciężko czerpać z niej przyjemność, i odpowiedniej motywacji. Przykładowo zdarza się mi, że z mojej półki "do przeczytania" świadomie wybieram książkę o mniejszych ambicjach bo mam ochotę na coś co nie wymaga wysiłku. A czasem szukam czegoś co będzie wyzwaniem (intelektualnym).
Ważne by na mojej półce (na rynku) były i takie i takie pozycje.
-
2009/12/05 15:24:15
Świetna sprawa z tymi danymi! Z tego, co pamiętam z któregoś referatu p. prof. Marii Lewickiej, liczba czytanych i posiadanych książek to jeden z lepszych pojedynczych wskaźników wykształcenia i ogólnego poziomu intelektualnego.

A czy na Polconach pytaliście też o to, czy/jak długo ankietowani grają w RPG, czy może badania przynoszą wyłącznie informacje o czytelnikach fantastyki?

Jestem w tej chwili na V roku psychologii, być może mógłbym coś zrobić dla sprawy :-) rozumiem, że chodzi o Polcon/Tricon 2010?
-
2009/12/11 22:51:39
Podobne wnioski wynikły z dyskusji n.t. odrodzenia hard SF, w której uczestniczyłem wraz z kilkoma autorami na ostatnim Falkonu. Z tymi wnioskami zresztą się zgadzam. W skrócie, literatura będzie coraz bardziej rozrywkowa i nawet to, co nazywamy hard SF będzie mniej hard niż teraz, a przede wszystkim będziemy czytać dzieła udające SF. To samo tyczy się chyba innych gatunków. Literatura zmienia się, by nadążyć za innymi, łatwiej przyswajalnymi mediami. Cała sztuka będzie więc polegała na tym, by tworzyć literaturę, w której rozrywkowość nie będzie jedyną zaletą.
-
2009/12/13 13:15:54
Staszek: zgaduję, że jesteś na psychologii na UW? Jeśli tak to może zajrzysz do mnie przed/po zajęciach (prowadzę je do końca semestru w środy od 16 do 19.15 w sali nr 1) i porozmawiamy o możliwości zbadania fanow?

Rafał: zawsze moje wątpliwości budziło określenie "science" fiction ograniczone tylko do wąskiej kategorii nauki. Czy Wir Pamięci prof Wnuka-Lipińskiego nie jest też "science" z tym, że bazującą na naukach społecznych?

Druga moja uwaga jest taka, że kultura zawsze miała być "rozrywkowa" - ludzie mieli chcieć po nią sięgać (czyli musiała sprawiać odbiorcy przyjemność). To co dzisiaj nazywamy muzyką poważną powstawała również dla rozrywki. Odejście kultury od funkcji "zabawy, rozrywki, przyjemności" to kilkudziesięcioletni odchył XX wieku. I też głównie w zachodniej kulturze. Przypomina się mi tu anegdota (chyba od RAZa ją usłyszałem) jak to odwiedził Polskę jakiś chiński profesor od literatury, i nasi wybitni profesorowie zaczęli mu zachwalać naszą literaturę realistyczną. Na co ten profesor uśmiechnął się i skomentował to w stylu "tak, tez tego próbowaliśmy w Waszym XV (czy tez jakimś innym) wieku, ale w pewnym momencie nie dało się już tego nurtu rozwijać i z niego zrezygnowaliśmy.

I powtarzam, rozrywkowy, przyjemny to nie to samo co łatwy i prostacki.
-
2009/12/13 16:30:34
1. Jednak nie, studiuję na UAM w Poznaniu. Być może więc drogą elektroniczną?

2. Według mnie takie uogólnienie funkcji ""przyjemnościowej" na całą kulturę jest zbyt ogólne. :-) Zgodziłbym się na nie w odniesieniu do kultury popularnej, ale przecież np. średniowieczna kultura akademicka nie była skupiona na przyjemności (podobnie jak dzisiejsza, choć to się teraz trochę waha).
-
2009/12/14 11:16:11
Staszek: Ad 1 - czyli jesteśmy skazani na maile.
Ad 2 - ograniczasz przyjemność do przyjemności "ludycznych". A np. ja lubię (czerpię z tego przyjemność) dowiedzieć się czegoś. I, jak już pisałem w jednym z poprzednich wpisów, uważam, że przyjemność czerpana ze zdobywania informacji nie dotyczy tylko mnie. :-)
-
2009/12/14 23:00:54
1.
W porządku, to ja podam tutaj swój: krawczykstanislaw (zwierzę, z którym mamy wspólnego przodka) gmail.com .

2.
Spieszyłem się i dlatego napisałem króciutko "skupiona na przyjemności", ale właśnie o tę koncentrację chodzi: k. popularna ma w przyjemności swój główny cel, natomiast np. w kulturze akademickiej jest ona co najwyżej celem ubocznym. Tak bym to widział.

Oczywiście, słowo "przyjemność" jest dość nieostre, ale roboczo można przyjąć, że odnosi się ono do produkowania dopaminy. ;-)
-
2009/12/15 17:37:01
shaman2: Ależ oczywiście, że można oprzeć SF na naukach społecznych.
-
2009/12/16 10:53:57
Staszek: odezwę się na dniach. A co do dopaminy to jest to ciekawa definicja. Czyli jak poszczuję Cię psem (tez sie dopamina wydziela) to jesteś szczęśliwy? ;-P

Tak, wiem - czepiam się.
-
2009/12/16 21:38:53
Jasne, z tą dopaminą to jest straaaszny skrót myślowy, którego pewnie bym się nie dopuścił, gdybym miał większą wiedzę neuronaukową. :) (Inna sprawa, że przyjemność i szczęście to też nie to samo). "W rzeczywistości" pewnie trzeba by połączyć odpowiednią kombinację hormonów, subiektywne wrażenia emocjonalne, interpretację poznawczą, może i coś jeszcze (chociaż elementy ekspresyjno-behawioralne można chyba potraktować jako wspólne). Chociaż sam nie jestem pewien, czy aplikowanie psychologicznej definicji przyjemności do konceptu kulturoznawczo-antropologiczno-socjologicznego to dobry pomysł. :)
-
Gość: TMS, *.home.aster.pl
2009/12/21 11:29:42
co do oparcia SF na naukach społecznych, to ja bym był jednak sceptyczny. czy przy takim rozwiązaniu granica nie przesuwa się za daleko? wątki naukowo-społeczne da się odnaleźć również w fantasy czy historiach alternatywnych i nagle może okazać się, że pod SF podpadają pozycje, które na pierwszy rzut oka nijak nie kojarzą się z klasyczną fantastyką naukową ( a może nawet fantastyką w ogóle).
zresztą, z "naukowością" SF też są same problemy. o jaką naukę nam chodzi? współczesną? przyszłą? uniwersalną?
czy najlepsze nie jest po prostu kryterium historyczne - coś jest SF, jeśli zawiera tradycyjne motywy SF? Kosmos, roboty i kosmici? tak chyba się postrzega fantastyke naukową potocznie i wszelkie filozoficzne racjonalizowanie tych podziałów literackich jest wtórne.
Rafale, napisałeś, że SF będzie mniej hard. ale to chyba nie tylko kwestia rozrywkości - technologia idzie do przodu i z jednej strony coraz więcej fantastyki naukowej urzeczywistnia się, z drugiej zaś coraz lepiej widać, że część z tego, co uważaliśmy za hard, nijak nie przystaje do naszej wiedzy o świecie.
-
2009/12/22 08:05:20
"Ubik" ma kosmos, co prawda bez robotów i kosmitów. "Diuna" ma kosmos i kosmitów. Gwiezdne Wojny mają wszystkie te trzy rzeczy. A jednak we wszystkich tych filmach jest niemało odmienności od tradycyjnego SF przede wszystkim fabuła nie przypomina klasycznych schematów odkrywania tajemnicy, spotkania z obcymi czy ich inwazji. :)
-
Gość: , *.net-serwis.pl
2010/06/18 10:42:35
Mam gorącą prośbę. Czy możeś/byłbyś w stanie/jesteś skłonny udostępnić wyniki badań czytelnictwa w Polsce, o których wspominasz? Piszę pracę magisterską o przekładzie fantastyki na potrzeby polskiego fandomu i te dane byłyby dla mnie bardzo użyteczne.

W razie czego proszę o kontakt pod adresem oddtail (at) gmail (dot) com. Z góry dzięki =)

P.S. Mówisz, że te dane są w formacie SPSS. Czy da się je odczytać jakimś niekomercyjnym programem? Google mówi, że istnieje darmowa alternatywa dla SPSS o nazwie PSPP, ale nie udało mi się doczytać, czy jest w stanie odczytać ten format.
-
2010/06/21 10:25:04
Dane otrzymałem na użytek ZS FP - bez prawa do dalszej dystrybucji. Dodatkowo są one już mocno nieaktualne (mają te 4 lata).

Jeśli jednak zależy Ci na nich, to mogę spróbować poprosić o zgodę na ich przekazanie dalej.

Co do programu do analiz to nie pomogę - niestety nie znam bezpłatnych alternatyw dla SPSS.